Wywiad z Prezesem CryptoTech - Dariuszem Lewickim, zamieszczony w Boston Review
05-01-2008
Miejsca, gdzie można wykorzystać karty elektroniczne, pojawiają się jak "grzyby po deszczu". Oznacza to tym samym większy rynek. Większy rynek, z kolei
pociąga za sobą większą produkcję tych rozwiązań. Tanieją podzespoły, tanieją technologie. Dzisiaj karty są rozwiązaniami o wiele tańszymi, niż 7 lat temu.
Czy CryptoTech od początku swojego istnienia za główny cel postawił sobie kryptograficzną ochronę informacji i technologię kart elektronicznych?
Tak, w zasadzie CryptoTech powołaliśmy jako kolejną spółkę wraz z moim obecnym wspólnikiem. Technologiami kart elektronicznych i technologiami
kryptograficznymi zajmowaliśmy się bowiem wcześniej, pracując dla firmy budującej systemy kartowe, która wówczas była jedną z pierwszych tego typu w
kraju. Doświadczenie tam zdobyte wydało nam się obiecujące na rodzącym się rynku internetowym. Ponieważ uznaliśmy, że rynek internetowy jest
przyszłościowy, postanowiliśmy powołać spółkę CryptoTech.Od samego początku jej założeniem była ochrona informacji, bazująca na technologiach i technikach
wykorzystujących kryptografię. Od początku również definiowaliśmy jako nadrzędny cel naszego działania ochronę samej informacji, a nie ochronę miejsc
jej przechowywania czy kanałów przesyłania. Chcieliśmy chronić dane i informacje, niezależnie od tego, gdzie są przechowywane i jakimi kanałami są
przesyłane. W tym kierunku idziemy cały czas.W kompleksowych rozwiązaniach, które oferujemy klientom, elementy sprzętowe, jak karty, tokeny czy moduły
kryptograficzne stanowią istotny element oferty naszej firmy. To właśnie rozwiązania sprzętowe są do dziś oczkiemw głowie naszych działań, gdyż działalność
w CryptoTech rozpoczynaliśmy, mając już wtedy wieloletnie doświadczenie wykorzystaniu różnych rozwiązań sprzętowych.
Kto jest odbiorcą Państwa usług?
Jest to pytanie, które często pada, zwłaszcza w trakcie rozmów z naszymi partnerami zagranicznymi. Przyjęliśmy nieco odmienną strategię. Uważamy, że nasz
rynek wymaga właśnie nieco innego podejścia, choć można zauważyć, że i to się z czasem zmienia. Najczęściej oczekuje sięod nas, iż zdefiniujemy określone
rynki np. finansowy, klientów indywidualnych, czy rynek administracji rządowej jako te, do których adresujemy swoje rozwiązania. Jednak nasza oferta
skierowana jest zawsze do tych klientów, którzy mają określone potrzeby, związane z kryptograficzną ochroną informacji, a które nie są ściśle
przypisanedo określonego rynku. W zasadzie każdy rynek ma miejsca, w których potrzebuje chronić informacje. Rozwiązania, których potrzebują
poszczególne rynki, są w dużej mierze bardzo podobne. Aplikacja w banku "z punktu widzenia użytkownika" różni się w zasadniczym stopniu od tej,
używanej np. w administracji państwowej czy samorządowej. Natomiast poniżej, w miejscu, gdzie dochodzimy do serca rozwiązania, które dba o ochronę
informacji i bezpieczeństwo, używane tam technologie i rozwiązania są bardzo podobne, jeżeli nie takie same. W związku z tym my z naszymi systemami
trafiamy najczęściej jako podwykonawcy czy partnerzy, współpracując z integratorami w ramach budowy systemów dziedzinowych, dotyczących konkretnych
rynków. Bezpośrednio nie specjalizujemy się ani w rynku medycznym, ani w rynku bankowym. W jednym i drugim aplikacje, obsługujące te rynki, w pewnych
miejscach definiują pewne potrzeby, dotyczące architektury bezpieczeństwa. Istnieją pewne podsystemy, które się tym bezpieczeństwem zajmują i wówczas daje
to nam pole do działania i tym się zajmujemy. Większość dużych systemów, które w historii stworzyliśmy, budowaliśmy jako podwykonawcy integratorów IT,
którzy odpowiadali za całość realizacji - od zarządzania projektem po dostawę wszystkich standardowych składników, np. standardowych serwerów, aplikacji baz
danych czy systemów operacyjnych. Natomiast w zakresie, który wymagał wiedzy specjalistycznej, dotyczącej bezpieczeństwa, polityk, procedur, czy
produktów tam występujących, to my byliśmy podwykonawcą i odpowiadaliśmy za tą część projektu. Naszymi odbiorcami są więc klienci, którzy mają
jakiekolwiek potrzeby w zakresie ochrony informacji. Nie kierujemy naszej oferty wyłącznie do konkretnych rynków.
Jak Pan ocenia przyszłość kart elektronicznych w Polsce?
Obiecująco . zajmujemy się kartami od ponad 10 lat. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że mieliśmy kontakt z prawie wszystkimi, liczącymi się
technologiami kartowymi w całej historii jej rozwoju. Widzimy, że jako kraj mogliśmy wykorzystać te technologie lepiej. Mogliśmy przeskoczyć pewne
etapy rozwoju, np. w mniejszym stopniu wykorzystywać karty magnetyczne, które przyszły do naszego kraju w systemach finansowych czy systemach kontroli
dostępu znacznie później, niż były stosowane za granicą. Mogliśmy od początku te systemy budować nowocześniej. Karty elektroniczne łatwiej byłoby nam wówczas
zastosować. Obecnie, po wielu latach trudniejszych, jesteśmy w okresie bardzo dynamicznego wzrostu. Miejsca, gdzie można wykorzystać karty
elektroniczne, pojawiają się jak .grzyby po deszczu.. Oznacza to tym samym większy rynek. Większy rynek, z kolei pociąga za sobą większą produkcję
tych rozwiązań. Tanieją podzespoły, tanieją technologie. Dzisiaj karty są rozwiązaniami o wiele tańszymi, niż 7 lat temu, kiedy ich koszt stanowił istotny
element powstrzymujący szerokie wykorzystanie zaawansowanych kart elektronicznych. Dzisiaj koszty produkcji kart są tak niskie, że zwrot z takich
inwestycji, czy korzyści z zastozastosowania kart pojawiają się bardzo szybko. Nie mówimy o jakiejś amortyzacji i zwrocie tej inwestycji liczonej w latach,
ale już po paru miesiącach pojawiają się pozytywne efekty wdrożenia. Już wtedy możemy zauważyć korzyści, które uzasadniają inwestycje w zastosowanie kart
elektronicznych. Kolejne miesiące to czysty i przyjemny zysk z wykorzystywania tej technologii. Dużo systemów w Polsce tego typu karty wdraża na szeroką
skalę albo planuje wdrożyć w najbliższym czasie. Myślę np. o legitymacji studenckiej, która daje młodym ludziom bardzo zaawansowane narzędzie. Większość
legitymacji, która została wdrożonaw szkołach wyższych, posiada bardzo duży potencjał, jednak w większości przypadków ich pełna funkcjonalność nie jest
jeszcze wykorzystywana.
Z którymi szkołami wyższymi współpracujecie przy realizacji tych projektów?
W czasie własnych prac nad legitymacją staraliśmy się inspirować różne gremia, które doradzały ministerstwu czy uczelniom, w którym kierunku pójść.
Zawsze staraliśmy się namawiać ich na pójście o krok dalej, by zastosowali kartę zaawansowaną, wyposażoną w funkcje kryptograficzne, nadające się do
wykorzystania w modelu infrastruktury klucza publicznego. Nie udało się. Uważamy, że to błąd. Zbyt dużo środków zostało spożytkowanych na
doprowadzenie do tego, żeby studenci otrzymali kartę elektroniczną. Niestety próbowano oszczędzić, zmniejszyć koszty, otrzymując minimalne
rozwiązanie. Zastosowanie takiej legitymacji jest w tym momencie bardzo wąskie. Można nawet powiedzieć, że prawie żadne, jeżeli przyjrzymy się modelom
bezpieczeństwa i aspektom, do których mogłaby być użyta. Wiemy, że dodając niewiele funkcjonalności do tej karty można było spowodować, że jej obszar
zastosowania byłby o wiele większy. Korzyści z jej wdrożenia w bardziej zaawansowanej formie byłyby wówczas ogromne.
Jakie dokładnie byłyby to korzyści?
Taka minimalna legitymacja, z którą powszechnie mamy do czynienia, tylko potwierdza fakt, że ktoś jest studentem danej uczelni. Natomiast w żaden sposób nie
potrafi bezpiecznie potwierdzać tego faktu w rozwiązaniach tzw. odmiejscowionych (np. sieciowych). Oznaczałoby to, że zdalnie mam kontakt z uczelnią. Legitymacja na dzień dzisiejszy tego nie daje. Pozwala w odczycie bezpośrednim, np. w
pociągu, stwierdzić, czy ktoś jest studentem i ma prawo do zniżki, natomiast dziś większość systemów buduje się w modelu usieciowionym, bazującym na
doświadczeniu Internetu, dostępu z różnego miejsca, z różnych komputerów. Najważniejsza jest wówczas identyfikacja mojej tożsamości, by móc uzyskać dostęp
do określonych informacji czy potwierdzić moją tożsamość w związku z zapisaniem sięna zajęcia, z dostarczeniem konkretnych efektów pracy. Tych rzeczy
legitymacja w swojej podstawowej formie dostarczyć nie może.
Więc gdzie można ją użyć?
Jeżeli jest to legitymacja minimalistyczna, wymagana przepisami prawa, to rzeczywiście w bardzo niewielu miejscach. Na szczęście przez dużą presję na
dostawców technologii udało się wynegocjować dla tego projektu legitymacyjnego znaczną redukcję cen dla technologii zaawansowanej. Znaczna część uczelni
zakupiła technologię zaawansowaną, z której na dziś wykorzystują tylko podstawową funkcjonalność legitymacji studenckiej. Jednak taka legitymacja, która
będzie w użytku przez pięć lat, ma możliwość zapewnić realizację tych ponadpodstawowych usług. Jest to właściwy obszar, w którym się specjalizujemy
i z którego ofertę kierujemy do określonych uczelni. Nie w sensie podstawowym. Ten zakres nie wymaga ani naszej wiedzy, ani doświadczenia, ani naszych
rozwiązań. W obszarze personalizacji możemy zaproponować jedynie pomoc, wsparcie dla uczelni, ale dla nas jest to bardzo ograniczony obszar. Realizujemy
głównie projekty dla tych uczelni, które starają się wykorzystać model zaawansowanych legitymacji. Tą dziedziną zajmujemy się od lat. Mamy chyba
największe doświadczenie w kraju w zakresie kart elektronicznych w powiązaniu z podpisem elektronicznym, infrastrukturą klucza publicznego czy uwierzytelnianiem
użytkowników w ramach aplikacji sieciowych. Tu czujemy się, jak "ryba w wodzie". Na dzisiaj nasza współpraca z uczelniami ograniczona jest do tych, które
zaczęły już wykorzystywać ten zaawansowany obszar funkcjonalności legitymacji. Faktem jest, że uczelnie postawione były w niezręcznej sytuacji pośpiechu,
związanego z wdrożeniem legitymacji. Przyczyny były różne: produkcyjne, organizacyjne, przetargowe, itp. Skutkowało to tym, iż większość uczelni
skupiła się na najważniejszej dla nich potrzebie, czyli legitymacji elektronicznej, wymaganej przepisami prawa, czyli absolutnym minimum. Rozwój
wykorzystania karty pozostawiły sobie tym samym na następne miesiące, czy nawet lata. Nasz udział w realizacji większej funkcjonalności legitymacji
i współpraca z uczelniami dopiero się zaczyna i wiele przed nami. W tym momencie realizujemy takie projekty głównie dla uczelni wrocławskich. Należy dodać, że
z dnia na dzień wdrażanie takich aplikacji jest coraz łatwiejsze i tańsze, daje dodatkowo bardzo duży wachlarz możliwości ich wykorzystania. Podobnie jest z
przygotowywanym projektem karty zdrowia. Planuje się, że będzie to karta wyposażona w funkcje niezbędnie do pracy w infrastrukturze klucza publicznego .
do składania podpisu elektronicznego, do identyfikacji i uwierzytelniania posiadaczy tej karty, czyli pacjentów i pracowników medycznych (np.
lekarzy). Inny projekt, który wystartuje w 2008 roku, dotyczy elektronicznego dowodu osobistego. To dodanie elektronicznego układu do dowodu, który będzie
mógł spełniać wymagania dokumentu podróżnego. Będzie to dokument biometryczny, zabezpieczony, który stopniowo zastąpi dzisiejszy dowód osobisty tak, jak
paszport biometryczny stopniowo wypiera papierowy paszport starej konstrukcji, pozbawiony układu elektronicznego. Takie są plany i zamierzenia. Uważam,
że jest to bardzo dobry kierunek, który można zauważyć w kraju i w całej Europie. Standaryzacja w tym względzie jest obecnie definiowana i w większości
obszarów jest już gotowa do zastosowania. Nie należy również zapomnieć o czekającym nas wdrożeniu, które również wypełni kartami elektronicznymi portfele
obywateli, czyli projekt związany z ZUS-em. Przedsiębiorcy, którzy w przyszłymroku będą wysyłali różne dokumenty sprawozdawczości, będą zobowiązani do
posługiwania się kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Podpis ten wymaga stosowania rozwiązań technicznych . karty lub tokenu kryptograficznego.
To także spowoduje zwiększenie ilości kart elektronicznych, które potrafią wykonać funkcje kryptograficzne, dotyczące PKI oraz zawierają klucz prywatny i
certyfikat. Dzięki temu posiadacz otrzymuje nieskończoną ilość nowych i praktycznych form wykorzystania tego typu narzędzia, czyli zaawansowanej karty
elektronicznej. Bardzo pozytywnie postrzegamy także zmiany, jakie zachodzą na rynku. Przyszłość jest w tym względzie świetlana. Widać, że jest to
pozytywna reakcja na przemijający już trudny okres, w którym przewidywania, dotyczące tempa wdrażania modelu PKI i podpisu elektronicznego nie sprawdziły
się. W 1999 roku wydawało się, że przełom nastąpi w okolicach 2002/2003 roku. Niestety, ogólne załamanie rynku internetowego dotknęło również jego część,
związaną z bezpieczeństwem, co spowodowało, że przez kilka lat technologie i tematy, w których się specjalizowaliśmy były niemalże na samym końcu listy
potrzeb naszych potencjalnych klientów. Dla klientów, którzy na co dzień walczyli o przetrwanie na rynku, zagadnienia, obejmujące zabezpieczenia swoich
systemów czy rozwój w zakresie nowych, bezpieczniejszych usług znajdowały się raczej na końcu listy ich celów i priorytetów. Na szczęście, nasza
pozycjai doświadczenie pozwoliły przetrwać ten trudny okres. Dziś to procentuje. W wielu obszarach jesteśmy liderem, mimo że jesteśmy firmą stosunkowo małą,
nawet jak na warunki polskiego rynku. Firmy, z którymi zdarza nam się konkurować, są firmami wielokrotnie od nas większymi. W związku z tym konkurencja jest
trudna, ale w naszych obszarach,w których się specjalizujemy, udaje nam się skutecznie walczyć i ta skuteczność jest całkiem niezła, choć wiele jeszcze
mamy do zrobienia.
Co jeszcze wyróżnia CryptoTech spośród innych firm w branży IT?
Jesteśmy firmą, która ogranicza swoją ofertę do rozwiązań, dotyczących kryptograficznej ochrony informacji. Nie zajmujemy się innymi rozwiązaniami, które
często kojarzone są z bezpieczeństwem. Mamy świadomość, że są firmy, które robią to lepiej i zajmują się tym od lat. Są to dziedziny, które wymagają
specjalizacji, jak antywirusy, bezpieczeństwo sieciowe czy technologie sporządzania kopii bezpieczeństwa danych. Te wszystkie systemy też są związane z
bezpieczeństwem. My jednak mamy z nimi kontakt bardzo niewielki. Te rozwiązania często wykorzystują również techniki kryptograficzne, rozwiązania sprzętowe
i w tym zakresie pojawiamy się, ale generalnie nie jesteśmy oferentem tego typu rozwiązań z dziedziny bezpieczeństwa. Nasza oferta jest węższa, co
pozwala nam specjalizować się i mieć więcej czasu na dogłębne poznanie tych technologii, w których się specjalizujemy. Dzięki temu mamy większe
doświadczenie w praktycznych rozwiązaniach, które proponujemy. Nasza wąska specjalizacja też jest dla innych jakimś wyróżnikiem. Firmy, które z nami
konkurują, specjalizują się w ochronie informacji niejawnych, która wymaga specyficznych rozwiązań i odpowiedniego rozumienia tego rynku, który jest dość
trudny. Jest to głównie rynek służb specjalnych czy rynek wojskowy. My w tym zakresie mamy kontakt mniejszy, gdyż nasze rozwiązania najczęściej
bazują na standardach lub szeroko stosowanych rozwiązaniach komercyjnych. Ważnym odbiorcą naszych usług są centra certyfikacji i firmy, które świadczą usługi
certyfikacyjne. W tym momencie intensywnie pracujemy nad świadczeniem usług uzupełniających, które szeroko wykorzystują współpracę z centrami
certyfikacji. Jak widać, bardziej stosujemy tu zasadę synergii niż konkurowania. Jesteśmy firmą technologiczną, kompetencyjną, która . oprócz produktów
swoich i naszych partnerów . oferuje całą wiedzę i doświadczenie, związane z ich wdrożeniem, integracją i wykorzystaniem. Zawsze staramy się dobrać
rozwiązanie w pełni odpowiednie do potrzeb klienta. Te rozwiązania, które oferujemy, wymagają wiedzy i doświadczenia. Należy bowiem dobrać rozwiązanie
optymalne i dobrzeje zaprojektować, by potem móc je odpowiednio utrzymywać czy też rozbudowywać i modyfikować pod potrzeby klienta. W tym względzie
nasza oferta wydaje się unikalna. Praktycznie wszystkie technologie, produkty i rozwiązania, które proponujemy są rozwiązaniami, na temat których mamy
bardzo głęboką wiedzę. Wiele z nich sami modyfikujemy, rozbudowujemy czy integrujemy w zakresie, który dla wielu zagranicznych dostawców jest nie do
pomyślenia. Przynajmniej nie w tym czasie i w tych kosztach, które my oferujemy. To są zalety małej firmy. Możemy być bowiem bardziej elastyczni.
Świadczeniu konkretnych usług lub wykonywanie modyfikacji przez noc mieści się w naszych możliwościach. Wielkie firmy zaś posługują się jednostkami
czasu, mierzonymi w kwartałach jako okresie, w których mogą wykonać dany projekt zlecony przez klienta lub jakąś modyfikację ich standardowych produktów. Z
perspektywy czasu dostrzegamy również pewne niedopasowanie naszej firmy do niektórych potrzeb naszych klientów.
Dlaczego?
Otóż ta wielka elastyczność i oferowanie klientom gotowości do dostosowania oferty i sposobu działania do ich realnych potrzeb często napotyka na
niezrozumienie i opórz ich strony. Woleliby bowiem czasmi dostać do wyboru gotową wersję dwóch produktów i decydować między nimi, niż analizować i
rozmawiać z nami na temat swoich realnych potrzeb. Uważamy, że nasza elastyczna oferta powinna być lepiej doceniana przez część klientów. Wielu z nich
postrzega nasze zaangażowanie jako negatywną część transakcji. Uważają bowiem, że zbyt wcześnie zmuszamy ich do głębokiego pochylenia się nad tematem, jakie
są ich właściwe potrzeby. Powszechnym modelem na naszym rynku jest specyfikowanie bardzo techniczne, czyli co klient chce kupić, a decyzje, dlaczego
konkretnie te technologie kupuje i wdraża, stara się przesunąć na później. Wydaje się, że sami wolą dostosować się do oferty rynkowej, niż wymagać,
byśmy to my, dostawcy, podporządkowali naszą ofertę do ich potrzeb. Zbudowaliśmy już wiele dużych systemów. Z doświadczenia możemy stwierdzić, że taka
taktyka szkodzi. Jeżeli takie rozmowy odbywają się pod koniec, a nie na początku projektu, to problemy mamy gwarantowane. Dlatego namawiamy klientów, by w
stosunkowo wcześnie przeanalizowali i skonkretyzowali swoje wymagania i oczekiwania, by nie doprowadzić do nieporozumienia w końcowym stadium, kiedy już
właściwie dochodzi do sfinalizowania transakcji i zakończenia wdrożenia. Zauważamy także, że na polskim rynku brakuje zwyczaju wcześniejszej konsultacji
swoich potrzeb z firmą konsultingową. Taka firma przeprowadza analizę, wysłucha, doradzi. Dopiero wówczas klient powinien właściwie zdefiniować swoje
oczekiwania i przedstawić je swojemu dostawcy, czyli np. nam. Może być przecież tak, że po rozmowie z konsultantem dojdą do wniosku, że rozwiązanie, bazujące na
infrastrukturze klucza publicznego, nie jest dobrym rozwiązaniem. Może potrzebować czegoś prostszego. Wcześniej nie zdawał sobie z tego sprawy, bo nie
miał potrzebnej wiedzy i doświadczenia w tej kwestii. Niestety, taka forma konsultowania swoich potrzeb nie jest praktycznie wykorzystywana na polskim
rynku. Dla nas jako firmy, która ma dostarczyć i wdrożyć rozwiązanie zgodne z zapotrzebowaniem klienta, taka podstawowa wiedza jest niezbędna. Z problemami
technologicznymi i technicznymi zmierzyć się potrafimyi lubimy, jednak trudno jest mierzyć się z sytuacjami, w których nawet najlepiej zrobiony system nie
trafi w realne potrzeby klienta, które przedstawiono nam dopiero po wdrożeniu systemu o wcześniej zaplanowanym kształcie.
Wracając do podpisu elektronicznego... Jakie dziś może rozwiązać problemy, zarówno klienta indywidualnego, jak i konkretnych firm?
Podpis elektroniczny rozpowszechnia się bardzo długow naszym kraju. Wiele razy bywało, iż nie dało się dojść do jakiegoś konsensusu z klientem w sprawie
podpisu elektronicznego, głównie z powodu obawy klienta, iż nadchodzące prawo może uregulować te zagadnienia inaczej i system . dziś przez niego wdrożony .
będzie niezgodny z prawem. Mieliśmy pewien etap w naszej działalności, kiedy to klienci czekali na uregulowanie określonych przepisów prawnych. Kiedy to w
końcu nastąpiło, okazało się, że prawo jest niekompletne i musimy czekać następne dwa lata na szczegółowe uregulowania. To utrudniało szerokie stosowanie
podpisu elektronicznego. Z jednej strony bowiem nastąpiła afirmacja podpisu bezpiecznego, który zaczęto postrzegać jako jedyny słuszny podpis, który daje
skutki prawne i tylko taki należy stosować. Z drugiej, regulacje - dotyczące podpisu elektronicznego w naszym prawie - zawierają wiele błędów i utrudnień,
które mocno ograniczają jego zastosowanie. Jeden z podstawowych błędów, które mam nadzieję zostaną wkrótce poprawione, dotyczy ograniczenia roli
podpisu elektronicznego do tzw. oświadczenia woli osoby, która składa taki podpis. W regulacjach większości krajów na świecie podpis elektroniczny
występuje co najmniejw dwóch kontekstach: w kontekście oświadczenia woli i metody technicznej uzyskania funkcji uwierzytelnienia osoby. Takich aspektów
brakuje w naszej ustawie. W tych dodatkowych zastosowaniach podpisu kwalifikowanego stosować się nie powinno. W naszym kraju wciąż jest wiele rozwiązań,
które budzą kontrowersje, gdzie bezpieczny podpis elektroniczny w takim kontekście też jest wykorzystywany. Podpis niekwalifikowany przez wiele błędów
(np. jeśli podpis nie jest nazwany jako "bezpieczny", to podpis, który nie jest .bezpieczny., jest uważany przez klientów za niebezpieczny) ogranicza chęć i
wolę do jego wykorzystania we wszelkich kontekstach, w których podpis kwalifikowany nie może być użyty albo nie powinien być używany. Dziś, wiele rozwiązań
zawiera podpis elektroniczny. Dokumenty paszportowe posługują się instytucją podpisu elektronicznego w różnych kontekstach. W przypadku wykorzystania
paszportów nowej generacji z danymi biometrycznymi potrzeba podpisu elektronicznego będzie jeszcze większa. Także karty płatnicze w bardziej zaawansowanej
formie posługują się tą formą podpisu. Użytkownik tego na zewnątrz nie widzi . i dobrze. Dla niego najważniejsze powinno być zapewnienie
bezpieczeństwa, funkcjonalności i skuteczności. Powinniśmy używać go tak często i powszechnie, by w końcu zapomnieć, że go używamy. Tylko wówczas stanie
się formą podpisu powszechnie stosowanego. Z pewnością warto mieć świadomość, że rozwój podpisu elektronicznego wiąże się z rozwojem wykorzystania
kart elektronicznych i odwrotnie. Szeroka dostępność kart elektronicznych, które mogą służyć do składania podpisu też wspiera jego rozwój. Wszystkie
systemy, które już są obecne lub które nadchodzą, tj. karta zdrowia, dowód osobisty, zaawansowane moduły SIM w telefonach komórkowych, w najbliższym czasie
będą wyposażonew funkcjonalność, która pozwoli im na złożenie takiego podpisu. Te wszystkie rozwiązanie idą w parze ze stosowaniem podpisu. Zauważam coraz częściej, że w wielu przypadkach potrzeba efektu tzw. kuli śnieżnej. Coraz więcej
możliwości, w których możemy wykorzystać podpis elektroniczny powoduje napędzanie chęci jego stosowania i rozwija ten rynek. Podobnie parę lat wcześniej
było z kartami płatniczymi. To klient, który wykazał zainteresowanie tą formą płatności, spowodował powszechność jej stosowania.
W jakich miejscach dziś można korzystać z podpisu elektronicznego?
Podpis elektroniczny, rozumiany w kontekście złożenia podpisu pod dokumentem, to głównie rozwiązania, dotyczące niektórych ofert finansowych,
bankowych, administracyjnych lub firm ubezpieczeniowych. Jest ich jeszcze stosunkowo niewiele, ale prace nad ich wdrożeniem idą w dobrym kierunku.
Uważam, że rok 2008 będzie w tym aspekcie bardzo bogaty. Oczywiście, są to działania, które w znacznym stopniu wyprzedzają gotowość obywateli do
stosowania tego podpisu. Z drugiej jednak strony, jeżeli nie będzie takiej możliwości w urzędzie, to na pewno nikt nie będzie tym zainteresowany.
W tym roku przypada dziesięciolecie istnienia firmy CryptoTech. Jak z perspektywy czasu ocenia Pan jej rozwój?
Myślę, że ten rozwój mógłby być bardziej dynamiczny. Mógłby, gdyby nie to zachwianie rynku, związane z ogólnymi problemami sektora internetowego i
jego wypływ na problemy całej gospodarki. Nasz kraj - w tym momencie - jest na etapie dynamicznego rozwoju, ale kilka lat wcześniej wyglądało to znacznie
gorzej. My, jako firma, jesteśmy w symbiozie z tym organizmem. Jeżeli nasi klienci walczą o przetrwanie, to i my musimy walczyć. W tej chwili to się
znacznie zmieniło i w ostatnich latach wzrost naszej firmy jest bardzo widoczny. Mamy sporo zadań do wykonania, np. związanych z naszą struktura
właścicielską. Nasz wspólnik, z którym dawniej współpracowaliśmy, zmienił swoją strategię. To oczywiście niewiele zmienia, gdyż prawie od zawsze współpraca
w ramach tej grupy kapitałowej była marginalna i raczej staraliśmy się być firmą niezależną, która działa samodzielnie na rynku. Musimy uporządkować te
sprawy w najbliższym czasie. Jesteśmy na etapie poszukiwania nowego inwestora, z którym będziemy mogli współpracować, który będzie chciał wykorzystać nasz
potencjałi podziela naszą wizję rozwoju. Obecny nasz współwłaściciel ma inne pomysły. Nie rozwijamy się w tym samym kierunku, w związku z tym musimy się
rozstać. Jesteśmy firmą stosunkowo małą i mimo że od strony technologicznej jesteśmy liderami, to jednak dla szerokiego wykorzystania naszego
potencjału potrzebny jest rozbudowany aparat handlowy i w tym względzie potrzebujemy definitywnie silnych partnerów. Współpracujemy z wieloma
integratorami na rynku, niemniej rozważamy też model bliższego związania się z którymś z naszych dostawców technologii. Wiele przed nami.W tym momencie
rozwój naszej firmy jest bardzo dynamiczny. Dziesięć lat minęło bardzo szybko. Zaczęliśmy jako mała inżynierska firma. Włożyliśmy wiele czasui energii, by
dojść do momentu, gdzie jesteśmy rozpoznawalni na rynku jako aktywny gracz. Mamy swoją markę, swoich klientów, rozwiązania i produkty na rynku,
który też coraz dynamiczniej się rozwija. Mogę ze spokojem powiedzieć, że patrzę z optymizmem w przyszłość i liczę na wiele ciekawych projektów i stały
rozwój naszego zespołu.
Rozmowę przeprowadziła Pani Katarzyna Czajkowska
Źródło: www.boston-review.com (Boston Review 01/2008)